Przegląd Hodowlany 2009-odsłona 4

     Witam wszystkich miłośników koni fryzyjskich i zapraszam na relację z przeglądów hodowlanych koni fryzyjskich w Polsce a dokladnie w Rojowie i Popowie. Po pokonaniu kilkuset kilometrów wspaniałych polskich dróg, dotarłem w niezwykle urokliwe miejsce gdzieś w okolicach Ostrzeszowa. Dzięki Bogu związek zadbał o jakiekolwiek znaki prowadzące na miejsce, gdzie odbywał się przegląd, bo najlepsza nawigacja nie ewidencjonuje takich dróg. Trud dojazdu wynagrodziła jednak cisza i spokój, widok malowniczych lasów oraz miękkie piaszczyste podłoże, po którym z pewnością wspaniale jeździ się konno. Właściciele nieruchomości zapewnili poziom niespotykany w polskich warunkach, mógłbym rzec, że poczułem się niemal jak na przeglądzie w Holandii. Na wstępie powitały nas tabliczki z informacją, gdzie można zaparkować, przy czym miejsca zarówno dla gości jak i samochodów z przyczepami było pod dostatkiem. Konie można było bez obaw wyprowadzić, aby mogły nacieszyć się swobodą po chwilach spędzonych w przyczepie, właściciele udostępnili padoki, gdzie mogły biegać i skubać trawkę. Myślę, iż nawet była możliwość przenocowania konia dla próżnych z daleka. Dla hodowców, ich przyjaciół oraz gości były przygotowane stoliki, gdzie można było spokojnie spocząć i zakupić świeżo upieczone przysmaki z grilla i napić się chłodnego piwa. Moją uwagę przykuł duży wygrodzony teren ze sporym namiotem, w którym znajdował się stolik ze smakołykami dla sędziów. Moje oczy oraz uszy nie mogły uwierzyć- pojawiło się również nagłośnienie, z którego można było usłyszeć muzykę umilającą pogawędki przy kiełbasce i karkówce. Pogoda była wyśmienita i zachęcała do pasjonujących rozmów. W pewnym momencie, tuż przed rozpoczęciem imprezy, idyllę przerwało nagłe poruszenie wśród gości. Spojrzałem w niebo, ale nie dostrzegłem żadnych czarnych chmur, jednak niepewność zgromadzonych wciąż narastała. Rozejrzałem się i już wszystko było jasne - to nie wichura nadciągnęła, to pojawiły się władze Związku Hodowców Koni Fryzyjskich, w osobie Pań Anny i Moniki. Biegały jak opętane, aby szybko pozałatwiać sprawy organizacyjne i ukryć ponad godzinne opóźnienie. Oczywiście najpierw musiały zadbać o „sprawy związkowe” i wyprosić „niepożądane” przez nie osoby, zasłaniając się rzekomą decyzją Bogu ducha winnych właścicieli posesji. Całą delegacją z impetem ruszyły by dopaść ofiarę. Patrzącym na to zajście z boku słuchaczom trudno było pojąć, jakie argumenty kierują agresorami a poziom całej sytuacji był dość żenujący. W całej burzy widziałem tylko ścianę spienionej wody, „kurwik” w oczach Pani Anny a za nią piękny, acz niestety nie złoty, warkocz Pani Moniki. Po odegraniu tego przedstawienia można było wreszcie zająć się głównymi celami przeglądu.  

     Na co warto zwrócić uwagę to fakt, iż mieliśmy przyjemność gościć komisję sędziowską z Holandii, która oceniała już u nas konie 4 lata temu. Ponadto po raz pierwszy pojawili się „handlerzy”, których zadaniem było profesjonalne zaprezentowanie konia sędziom. Przegląd rozpoczął się od mierzenia koni. Właściciele terenu zadbali o wygrodzony obszar oraz o betonowe, równe podłoże, gdzie sędziowie mogli dokonać pomiaru. Równolegle odbywało się czipowanie młodych koni przez weterynarza, który dodatkowo pobierał im próbki włosów w celu zbadania DNA. Dla niewtajemniczonych chodzi o potwierdzenie, kto jest ojcem źrebaka, dzięki czemu okazuje się, jak to jest w danym przypadku z np. licencją... Ale nie ma powodu do paniki, jako że ostatnio badania są w modzie i dzięki nim wszystko staje się jasne, tylko później pozostaje ten nieprzyjemny moment płacenia rachunku… coś mi to przypomina… 

     Teraz ta najważniejsza część czyli ocena, premie, informacje od sędziów, szczęście hodowców. Na ring zostały wprowadzane źrebięta wraz z klaczami. Padła jedna II premia, 14 trzecich i 2 źrebaki zeszły z ringu bez premii. Choć nie padła żadna I premia i tak gorące gratulacje należą się dla hodowców. Wśród klaczy dorosłych warto wspomnieć o klaczy Pyke Pana Tomczaka która uzyskała 2 premię, co oznacza, iż dostała tytuł ster (jest to trzeci taki tytuł otrzymany na przeglądzie w naszym kraju). Koń ten został też czempionem przeglądu (o czym chyba niewiele osób wie). Dwie klacze otrzymały III premie a aż 7 pozostało bez premii i 2 bez wpisu do Stb. Nie można również zapomnieć o ogierze, który został poddany ocenie. Niestety nie udało uzyskać się tytułu ster aczkolwiek miło było zobaczyć konia o pięknej długiej grzywie. Muszę przyznać iż po ocenie pozostało mi wrażenie, iż w Polsce sędziowie dość łagodnie oceniają konie, zwłaszcza źrebięta (choć komisja należała ponoć do surowych). W miarę upływu dnia z każdą minutą robiło się coraz ciemniej i sędziowie musieli wytężać wzrok, aby coś zobaczyć. Część oceny odbywała się już przy sztucznym świetle, ale sędziowie robili co w ich mocy, aby nikt nie miał nikomu nic do zarzucenia. Po zakończeniu oceny udało mi się porozmawiać z przemiłymi sędziami, którzy bardzo pozytywnie podsumowali pierwszy dzień przeglądu. Pochlebnie wypowiadali się o miejscu - podobało im się podłoże, które było odpowiednie, oraz przestronny teren, gdzie można było swobodnie zaprezentować konie. Momentami trochę irytowała ich sprawa z lekkim zamieszaniem panującym pośród grup ocenianych koni i końmi spoza katalogu, ale rozumiejąc polskie realia dokonali ich oceny. Handlerom również należą się słowa uznania za profesjonalną pomoc w prezentacji koni. Sporo się napracowali, gdyż ilość koni była pokaźna.   


     Właściciele byli niezmiernie zadowoleni i cieszyli się z wszelkich otrzymanych wyróżnień. Właściwie nie tylko z tych najlepszych premii ale z każdego otrzymanego odznaczenia, gdyż ich trud i godziny spędzone w stajni  i w drodze nie poszły na marne. Cenne były też informacje napływające od sędziów. Właściciele mogli usłyszeć wyjaśnienia dotyczące oceny, dzięki czemu będą mogli w przyszłości popracować nad elementami ruchu, czy wyeliminować błędy w hodowli dobierając właściwego ogiera. Niestety nie wszystkim było dane usłyszeć co sędziowie sądzą o koniach. Pomimo dbałości o nagłośnienie, nie miało ono żadnego sensu, ponieważ Organizatorzy (Związek) zaledwie 5 razy użyli mikrofonu. Od razu podpowiem, jaki użytek można było z niego zrobić, aby zapewnić pozytywny feedback: przywitać ludzi, wyjaśnić co i w jakiej kolejności będzie się odbywać oraz gdzie należy wprowadzać konie, w jakiej kolejności się ustawiać. To przecież nic nie kosztuje. Wypadało by również każdorazowo zapowiedzieć konia i podać jaką premię zdobył, ale zapewne jest to ogromną tajemnicą i nikt nie powinien się tego dowiedzieć… Zaraz „zostaną powieszone na mnie psy”, że jestem „diabelskim nasieniem” wprowadzającym krytycyzm w życie. Rozumiem doskonale, iż organizacja przeglądu jest niezmiernie skomplikowana i organizatorzy nie śpią po nocach (mam nadzieje że tylko z tego powodu). Jednak w Polsce taka impreza nie odbywa się po raz pierwszy, a także ma miejsce jak na razie raz na dwa lata - czy jest to za mało czasu na podstawowe przygotowanie? Poza tym niemało jest ludzi biegle władających językiem angielskim, którzy z pewnością chętnie wygłosiliby kilka słów czy przeczytali harmonogram działań. Wynika z tego, że kierownictwo Związku zapewne wyznaje zasadę, iż jeśli czegoś nie umiemy lub nam się nie chce, to nie będziemy wprowadzać choć najprostszych udogodnień. W końcu po co hodowcy np. rzetelne informacje z pierwszej, sędziowskiej ręki… przecież dezinformacja jest w modzie.

     Kolejna negatywna rzecz o której muszę napisać -  jeżeli ktoś wybiera sie na rozmowę kwalifikacyjną i chce wypaść dobrze, nie idzie zaraz po pieleniu ogródka w zabłoconych butach i koszuli flanelowej (bez obrazy dla takich koszul) do przyszłego przełożonego. Sądzę, iż najpierw pójdzie pod prysznic i założy odpowiednie ubranie oraz przygotuje się merytorycznie. Podobnie osoba uczestnicząca w maratonie nie wstanie tego dnia z łóżka i nie założy adidasów z przekonaniem, że skoro biegała do sklepu po bułki, to teraz na pewno da radę przebiec maraton. Dla tych, którzy mają trudności ze zrozumieniem metafor powiem, iż przygotowanie konia jest istotne. W końcu jedziemy na przegląd w jakimś celu, bo inaczej po co się tam pojawiać? Nie mamy co z czasem i pieniędzmi robić? Jeżeli pokonuje się już te kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów, kilka dni poświeconych na to, aby przygotować konia to chyba niewielki wysiłek. Nie mówię aby od razu polerować kopyta, czy używać lakieru do grzywy, ale umycie konia i rozczesanie mu włosów już pomaga, a jeżeli dodamy do tego prezenterkę zamiast obszarpanego kantara, sędziom z pewnością będzie się ten widok kojarzył przyjemniej. Nie wiem, czy rzuciło się komuś w oczy, ale oni sami są w garniturach. Nie chcę aby mnie źle zrozumiano, wielu z hodowców bardzo przyłożyło się do takich działań i chwała im za to. Trzeba przyznać, że w porównaniu do poprzedniego przeglądu widać znaczący postęp, choć jak pewnie niewiele osób wie, niezmiernie dużo czasu, potu, umiejętności i wiedzy potrzeba, aby konia dobrze przygotować.


     Co nasuwa mi się po pierwszym dniu przeglądu to to, że poziom koni jak i wiedzy o nich z każdym rokiem jest wśród uczestników coraz lepszy. Ludzie coraz częściej są wyedukowani i coraz więcej wiedzą na temat fryzów oraz dokumentów wiążących się z nimi. Coraz więcej koni przybywa zarówno z rodzimej hodowli jak i z zagranicy. Duży plus dla związku za handlerów oraz listę koni zgłoszonych do przeglądu. Miejsce w którym odbywał się przegląd było urokliwe i najlepiej przygotowane – pełne wyrazy uznania dla właścicieli terenu. Z przyjemnością odwiedziłbym to miejsce raz jeszcze. Sadzę iż w kolejnych latach odnotujemy dalszy progres i będziemy mogli pochwalić się kolejnymi klaczami z tytułem ster a stać nas na to.

 


     Następnego dnia postanowiłem przemierzyć kolejne kilometry aby uczestniczyć w przeglądzie w Popowie. Nastąpiło wprawdzie znaczne pogorszenie pogody, ale spadek temperatury nie ostudził zapału właścicieli i miłośników fryzów oraz organizatorów. Zresztą chyba nawet lody Antarktydy nie dały by rady co poniektórym. Miejsce większości doskonale znane, tutaj już bardziej „tradycyjnie”. Choć przyznać trzeba, że po 2- letniej przerwie nastąpiła widoczna poprawa warunków przeglądu. Było więcej miejsca do parkowania dla samochodów z przyczepami i zupełnie osobne stanowisko, przy którym odbywała się ocena. Można powiedzieć, iż właściciel specjalnie dołożył starań o dodatkowy kawałek ziemi, aby można było swobodnie oceniać konie. Dla sędziów przygotowano namiot z poczęstunkiem, chociaż przydało by się umieścić go bardziej centralnie - na wzór holenderski - zwłaszcza przy takiej pogodzie, miłe byłoby umożliwienie sędziom dokonywania oceny pod dachem. Namiot był zatem okupowany głównie przez Prezeski Związku Hodowców Koni Fryzyjskich w Polsce, bo w końcu biuro przeglądu musiało się gdzieś znajdować… ale nie czepiajmy się szczegółów.


     W Popowie ilość koni była podobna, jak dnia poprzedniego w Rojowie, natomiast hodowców przybyło znacznie więcej. Zdecydowanie pogoda dała się we znaki i nikt nie miał ochoty na dłuższe pogawędki. Brakowało nagłośnienia w celu przekazywania informacji hodowcom, ale jak zdążyliśmy się nauczyć dnia poprzedniego, i tak bywa ono bezużyteczne. Standardowo przegląd rozpoczął się od mierzenia koni i czipowania młodych źrebaków - minęło to stosunkowo szybko (choć nie gładko) i można było zabrać się do ocen. Rozpoczęto tradycyjnie od źrebaków, wśród których na wyróżnienie zasługuje klaczka po tegorocznym czempionie z Holandii Maurusie - otrzymała pierwszą premię. Znacznie więcej posypało się II premii bo aż 10 co było dużą ulgą po słabszych źrebiętach w Rojowie, przyznano też 8 trzecich premii a  3 źrebięta pozostały bez premii. Wśród klaczy rocznych i dwuletnich hodowcom się nie poszczęściło i niestety nie padła żadna druga premia, widać przysłowie Pańskie oko konia tuczy na nic się tutaj nie zdało. Niestety jakość dorosłych koni zdecydowanie nie cieszyła… kilka klaczy wyróżniało się na tle innych ale większość w ruchu nie pokazało wystarczającego poziomu. Na szczęście znalazły się dwie klacze, które uratowały honor tego przeglądu zdobywając II i III premię. Okazało się też, że Organizatorzy przypomnieli sobie o mającym się rozegrać Czempionacie… choć było to już po tym jak klacze zeszły z ringu, zwycięzcy mogli przynajmniej zabrać szarfę do domu z miłą świadomością posiadania czempionek. Choć w Czempionacie wzięły udział tylko dwie klacze, jedyne premiowane w czasie tej inspekcji, było to kolejnym emocjonującym przeżyciem dla właścicieli (choć z tego co udało mi się później ustalić, w czasie czempionatu nie byli nawet świadomi tego, że właśnie się on odbywa - tu znów wraca problem organizacji i braku nagłośnienia). Pod sam koniec przeglądu pojawił się też podobno uznany ogier Simme, niestety mogli podziwiać go tylko nieliczni, którzy wytrwali a szkoda bo pewnie nie brakuje mu „partnerek”, wręcz przeciwnie do rozgłosu i jakichkolwiek o nim informacji. Ze zdjęć w Galerii wywnioskować można jednak, że nie jest to typowy potomek Doaitsena - choć o pięknym ruchu to trochę brakuje mu lekkości, szczególnie w budowie.


     Podsumowując dwa dni przeglądu, w których uczestniczyłem: mamy jednego pierwszo premiowego źrebaka i dwie kolejne klacze ster, co - można powiedzieć - jest światełkiem w tunelu. Cieszą takie miejsca jak Ostrzeszów, gdzie wybór lokalizacji oraz starania właścicieli pokazują, iż jesteśmy zdolni stanąć na wysokości zadania i zorganizować wszystko na wysokim poziomie. Osobiście marzą mi się przeglądy zrodzone z pasji, wiedzy i zapału. Przydał by się powiew świeżości i energii, zwłaszcza, że wiem, iż stać nas na to. Chętnie pojawił bym się na przeglądzie w Czarnówce, jednak obowiązki w pracy nie dały mi takiej możliwości. Jednakże wiem, iż pojawiły się kolejne klacze z tytułem ster. Widzimy się na następnym polskim przeglądzie, a po drodze czekają nas jeszcze holenderskie. Do zobaczenia!