Przegląd Hodowlany 2009-odsłona 3

     Szczęśliwą właścicielką dwóch klaczek fryzyjskich jestem bardzo krótko, bo niespełna rok. Kupiliśmy je szukając przede wszystkim koni użytkowych, dla ich cudownego usposobienia i temperamentu, ale mieliśmy też pewną świadomość, że jest to rasa rządząca się odmiennymi regułami hodowli i oceny niż inne, znane nam wcześniej końskie rasy. Obie nasze klacze nie były wcześniej oceniane, więc zdawałam sobie sprawę, że należy je do takiej oceny przedstawić. W miarę jak zbliżał się termin przeglądu narastał we mnie stres. Wiedziałam, że od oceny na przeglądzie wiele zależy. Kłębiły mi się w głowie pytania: jak nasze Dziewczyny wypadną, co zrobić, żeby pokazały się jak najlepiej, co muszą umieć, co będzie oceniane i wiele innych.

 

     Z obecnej perspektywy myślę, że bez profesjonalnej pomocy Izabeli oraz sugerując się tym jak wygląda ocena koni innych ras, nie bylibyśmy w stanie tak skutecznie przygotować naszych Fryzów do tego wydarzenia. Jeszcze przed zakupem znaliśmy słabe i mocne strony naszych koni a przed przystąpieniem do treningów Izabela określiła nam dokładnie na czym mamy się skupić i w jaki sposób zaakcentować to, co nasze konie mają najlepszego. Powtarzała nam uparcie, że bardzo ważnym elementem oceny są noty za ruch. Kilka tygodni przed Przeglądem postawiliśmy na pracę z ziemi, pilnując właściwej pracy zadu, przy okazji rozwijając mięśnie grzbietu i zadu stosując dwa trzy razy w tygodniu pracę na lonży z wykorzystaniem chambonu. Do tego przedeptywaliśmy z końmi ujeżdżalnię i okoliczne trakty tam i z powrotem, aby nauczyć je swobodnie i aktywnie stępować i kłusować przy człowieku. Kucie zaplanowaliśmy na trzy tygodnie wcześniej, też ostatnie 20 dni klaczki były wyłączone z pracy pod siodłem (choć to zalecenie sprawiło mi najwięcej trudności, opłaciło się tak zrobić!). O wszelkich zabiegach kosmetycznych, kąpielach, testowaniu przeróżnych specyfików podkreślających końską urodę nawet nie będę wspominać.
 
    W końcu nadszedł oczekiwany dzień wyjazdu. Postanowiliśmy wyjechać dzień wcześniej, ponieważ nie byliśmy pewni jak nasze konie zniosą podróż. Właściciel ośrodka, w którym odbywał się Przegląd był tak miły i zapewnił nam przestronny boks dla koni (jego własne konie nocowały pod chmurką) z pełnym wyżywieniem i opieką. Zainstalowaliśmy konie w stajni i sami udaliśmy się do pobliskiego ośrodka na nocleg. Od samego rana byliśmy już w stajni. Niestety nie otrzymaliśmy wcześniej żadnej informacji od Organizatorów jaka będzie kolejność wystawianych koni, więc od godziny 10 byliśmy w pełnej gotowości. Później okazało się, że nasze konie wystąpią jako ostatnie...
 
     Komisja sędziowska i organizatorzy zjawili się na miejscu punktualnie, o godzinie 10 i nasze konie zostały wezwane do mierzenia i odczytania numeru chipu, a potem mogły wrócić do stajni, aby oczekiwać przy sianku na swoją kolej. Cały czas dojeżdżały nowe przyczepy z końmi, atmosfera była dość nerwowa. Ludzie nie wiedzieli dokładnie co mają robić i gdzie się podziać w „kłębowisku” koni, nie było nikogo do pomocy przyjezdnym. Przed rozpoczęciem oceny najmłodszych uczestników imprezy odbyło się ich chipowanie. W moim poczuciu odbywało się to w karygodnych warunkach! Zadecydowano, że źrebięta będą doprowadzane same, bez mamy do metalowej barierki służącej za poskrom. Już samo doprowadzenie tam szarpiącego się, przerażonego źrebaka było nie lada wyczynem. Widziałam jak małe fryzki szarpały się, przewracały na beton, zaczepiały nogami o metalową barierkę. Pomyślałam, że hodowcy dokładają starań, aby dowieźć bezpiecznie maluchy na miejsce a tu ktoś stwarza bez potrzeby tak niebezpieczną sytuację! Nie wiem czy zdecyduję się kiedykolwiek przywieźć na Przegląd w Polsce źrebięta moich klaczy...
 
      Po całym tym niebezpiecznym zamieszaniu rozpoczęła się właściwa część imprezy, czyli ocena koni: odbywała się na dużym, przestronnym, ogrodzonym terenie o dobrym podłożu, co przydało się szczególnie gdy zaczął padać deszcz. Całą inspekcję uważam za ciekawe doświadczenie. Komisja sędziowska bardzo sympatyczna i kontaktowa, też hodowcy wśród których znalazłam się po raz pierwszy okazali się otwarci i towarzyscy. Jednak brakowało kilku elementów. Przede wszystkim miejsca, w którym można usiąść, porozmawiać i chociażby napić się herbaty. Szczególnie, że pogoda była wyjątkowo paskudna, padał deszcz i było wyjątkowo zimno. Dostęp do ringu, na którym oceniane były konie był bardzo ograniczony, przy tej części ogrodzenia, zza której było cokolwiek widać mieściło się zaledwie kilka osób i trzeba było walczyć o miejsce. Bardzo dziwne było też dla mnie to, że nie były nagłaśniane komentarze Sędziów. We wszystkich tego typu imprezach hodowlanych, w których wcześniej uczestniczyłam, oceny były jawne i podawane do ogólnej wiadomości. Hodowcy mogli zapisać oceny każdego konia w otrzymanym wcześniej katalogu. Przecież chyba po to też tego typu imprezy mają miejsce, aby móc np. porównać jakość potomstwa określonych ogierów i dzięki temu móc lepiej i bardziej świadomie dobrać ogiery dla swoich klaczy. W moim odczuciu to wyjątkowy minus a też chyba podatny grunt dla wszelkiego rodzaju spekulacji i posądzeń o stronniczość ocen. Myślę też, że wiele mogłabym skorzystać i nauczyć się słuchając komentarzy specjalistów. Negatywnie też oceniam atmosferę, za którą moim zdaniem odpowiedzialność ponoszą organizatorzy imprezy. Zarówno ja jak i wielu pozostałych uczestników nie otrzymało katalogów, nie było wywieszonej listy z kolejnością w jakiej miały być oceniane konie (kolejność numerów na prezenterkach nie często była zachowana), w związku z czym panowało momentami spore zamieszanie. Nie było nikogo do pomocy, ale za to co chwilę ktoś z organizatorów wypadał z krzykiem, że dany uczestnik się spóźnia, albo ma nie taki sprzęt jak należy (choć nigdzie wcześniej nie spotkałam się z oficjalną informacją, jaki rodzaj sprzętu do prezentacji konia jest wymagany lub przynajmniej mile widziany). Sporo też pojawiało się koni spoza katalogu, co również powodowało opóźnienia w programie a nikt o nich nie informował. Pewnym szokiem było też dla mnie pojawienie się koni chyba żywcem zabranych z pastwiska z zaniedbaną grzywą, sporym zmianami skórnymi, poważnie zaniedbanymi kopytami, brudnych w poszarpanych kantarach. Kiedyś bywałam na imprezach hodowlanych Koni Huculskich, które są rasą prymitywną ale wszystkie konie były zawsze czyste i przygotowane. Przecież wrażenie ogólne często formalnie wchodzi w skład oceny a zawsze jest jej bardzo ważnym elementem.


     Podsumowując: bardzo żałuję, że nie było miejsca na rozmowy przy ognisku albo przy herbatce, dzielenie się doświadczeniami oraz na wzajemne poznanie się. Szczególnie, że większość osób, z którymi rozmawiałam to prawdziwi koniarze i pasjonaci, zakochani w swoich fryzich pięknościach. Wszyscy zmarznięci pakowali się jak najszybciej z końmi i wyjeżdżali praktycznie po zejściu z ringu. Nasze Dziewczyny spisały się super i jesteśmy z nich a trochę też z siebie bardzo dumni. Uzyskaliśmy  zdecydowanie więcej niż oczekiwaliśmy i teraz przygotowujemy się do do kolejnych wyzwań np. testu użytkowego IBOP.