Przegląd Hodowlany 2009-odsłona 2

     Pewnego październikowego ranka z wielką chęcią i podekscytowaniem wybrałem się do Rojowa (okolice Ostrzeszowa), na spotkanie z tak fascynującymi końmi, jakimi są fryzy. Możliwość zobaczenia tych cudownych zwierząt jest wciąż czymś unikalnym w Polsce, a z uwagi na obecność zagranicznych sędziów oraz handlerów, przegląd hodowlany stanowi niezwykłe wydarzenie - okazję do wymiany doświadczeń, zaprezentowania siebie i swoich koni. Tym bardziej rozczarowany byłem postawą niektórych z uczestników, mimo ogólnej świetnej organizacji ostrzeszowskiego przeglądu.
 
     Niech ta relacja będzie pewnego rodzaju apelem do nas, Polaków. Chciałbym, by jak największa ilość właścicieli koni fryzyjskich wzięła sobie go do serca - może uczyni to polski światek fryzyjski lepiej funkcjonującym i przyjaźniejszym dla wszystkich. Znając intencje Pani Izabeli, która stara się o poprawę sytuacji koni fryzyjskich w Polsce, postanowiłem również wypowiedzieć się w duchu (pewnie dla niektórych moralizatorskim) szczerej porady i propozycji na kolejne wspaniałe przeglądy, jakie z pewnością nas jeszcze czekają. Nie przedłużając, przejdę do krótkiego opisu, co moim zdaniem było w porządku, a nad czym powinniśmy jeszcze popracować.

 

     Stajnia Pani Rudnik w Rojowie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła - spodziewałem się ograniczonej przestrzeni jak np. w Popowie, a tymczasem po przyjeździe okazało się, że teren jest naprawdę rozległy, świetnie utrzymany i przepięknie położony wśród iglastego lasu. Podział terenu ośrodka na spore kwatery uważam za świetny pomysł - bardzo pomogło to w organizacji przedsięwzięcia, przykładowo parking znajdował się w jednej kwaterze, ring w następnej itd. Dzięki takiemu podziałowi można uniknąć przepełnienia i ułatwić funkcjonowanie imprezy. Moim zdaniem organizatorzy powinni w przyszłości wziąć pod uwagę jedynie tak wysokiej klasy ośrodki jak ten.
 
     Organizacja imprezy niezła, choć można było jeszcze ją usprawnić. Przykładowo: zapowiadać każdego konia wchodzącego na ring przez mikrofon oraz trzymać się kolejności występowania poszczególnych zwierząt; zdecydowanie usprawniłoby to prowadzenie przeglądu i można by uniknąć sytuacji, kiedy któryś z uczestników nagle zniknął lub ktoś wszedł nie po kolei wprowadzając zamęt wśród widzów. Dużym minusem wg mnie był brak wydzielenia ringu oraz tłoczenie się w kwaterze, w której odbywał się przegląd, połowy wystawianych koni. Powodowało to np. wbieganie ocenianych źrebiąt w tłum czekających na kolejkę koni oraz lekkie zdezorientowanie wśród wystawców. Zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby na ring mógł wejść wyłącznie koń wystawiany / źrebię z matką, a reszta oczekiwałaby na swoją kolej poza miejscem oceny. Największym minusem było złe rozłożenie imprezy w czasie, mimo znanej ilośći koni ogranizatorzy jakimś trafem nie przewidzieli, iż jury i hodowców w czasie oceny zastanie ciemna noc. Na prawdę podziwiam sędziów za wytrwałość i stalowe nerwy w czasie oceny po ciemku, dzięki ich uprzejmości wszystkie konie zostały pokazane.
 
     Świetnym pomysłem ze strony organizatorów było zorganizowanie strefy dla widzów z ławkami oraz stoiskiem z jedzeniem i napojami. Oprócz tego na uwagę zasługuje bardzo przyjazne nastawienie hodowców do siebie, no, może z jednym małym wyjątkiem, o którym odważę się wspomnieć. Zdecydowanie zniesmaczyła mnie reakcja organizatorów przeglądu na obecność Pani Izabeli na terenie ośrodka. Jakiekolwiek nie byłyby powody agresji w stosunku do wymienionej osoby, zachowanie organizatorek nabrało dla mnie nieco tragikomicznego wydźwięku. Antypatia antypatią, ale nie tak rozgrywa się sprawy między dorosłymi ludźmi. Może jestem starej daty, ale uczono mnie, że wszystkie problemy wyjaśnia się w cztery oczy, zamiast działać za plecami, nastawiać negatywnie czy wręcz napuszczać neutralne osoby na "ofiarę". Dojrzali ludzie, a za takie uważałem Panie pracujące w Związku Hodowców Koni Fryzyjskich w Polsce, rozwiązują takie sprawy w nieco bardziej kulturalny sposób. Dotąd miałem pozytywne nastawienie do „ciała” Związku, jednak po tym wydarzeniu nie jestem do końca pewien, czy mam do czynienia z poważnymi osobami.
 
     Pozostawiając jednak tę sprawę samym zainteresowanym, przejdę do mojej oceny uczestników przeglądu. Niestety choć chciałbym powiedzieć dużo dobrego, czuję się zmuszony do negatywnej oceny nas, Polaków. Pojawiając się na różnego rodzaju imprezach jeździeckich nie trudno zauważyć, że mamy pewien problem z... kulturą. Przyjeżdżając na przegląd hodowlany tak eleganckich koni, jakimi są fryzy, miałem nadzieję, że ich właściciele będą równie eleganccy. Niestety rozczarowałem się, gdyż tylko nieliczni hodowcy ubrali się adekwatnie do niejako imprezy kulturalnej, jaką niewątpliwie jest taki przegląd. Już samo słowo „przegląd” zwraca uwagę, iż to wydarzenie niezwykłe, mające na celu wyłonienie najlepszych koni w kraju. Polacy, to zobowiązuje! Jadąc na przegląd hodowlany powinniśmy jednak zostawić w szafie nasze ukochane flanelowe koszule, polary, czy wyciągnięte bluzy i zaprezentować się chociażby elegancko i schludnie. Nikt nie mówi, by od razu wciskać się w garnitur, ale założyć nieco lepsze niż codzienne ubranie, czy strój jeździecki obowiązujący na zawodach, byłoby to bardzo na miejscu.

     Nie tylko niektórzy uczestnicy przeglądu nie byli dostatecznie przygotowani – dotyczyło to także sporej części koni. Zaryzykuję stwierdzenie, że tylko nieliczne fryzy zostały profesjonalnie przygotowane i wyraźnie wyróżniały się na tle innych. Mam nadzieję, iż czytelnicy wybaczą mi stwierdzenie, że nawet pomniejsi handlarze wiedzą jak prostymi zabiegami pielęgnacyjnymi można przemienić przeciętne zwierzę w chwytającego za spojrzenie rumaka. Uważam, że na polskich przeglądach normą powinny stać się konie odpowiednio wystrzyżone, wytrenowane pod kątem występu na ringu, wypielęgnowane, obowiązkowo w prezenterkach lub ogłowiach wędzidłowych (nie dotyczy to oczywiście źrebiąt i młodzieży). Niestety sporo koni nie wyglądało na szczególnie przygotowane do tak ważnego wydarzenia. Trzeba jednak przyznać, że poziom tegorocznych przeglądów i tak był znacznie wyższy od ubiegłorocznych, jednak i tak mamy sporo do poprawienia!

      Polacy, zanim więc z radością zapakujecie Wasze fryzy do przyczep i przyjedziecie na przegląd, zastanówcie się, co mogą sądzić o Was za granicą? Czy chcemy, by postrzegano nas, jako naród nieumiejących ubrać się adekwatnie do sytuacji niechlujów? Czy chcemy, żeby nasze konie zostały uznane za niespełniające kryteriów podstawowego przygotowania do występu na ringu? Niestety, stare przysłowie „jak cię widzą, tak cię piszą” wciąż pozostaje bardzo aktualne.

     Z krótkiego wywiadu, który przeprowadziłem wśród widzów i hodowców wyłaniały się różne opinie na temat ostrzeszowskiego przeglądu. Część była zachwycona końmi i całą imprezą, kilka osób narzekało na konieczność bardzo długiej podróży (podobno dwóm osobom odmówiono przyjazdu na bliższy przegląd, w związku z czym musiały one narazić swoje konie na dłuższą podróż i związany z tym stres oraz koszty), spora część (zwłaszcza widzów) zwróciła uwagę na dość duże zamieszanie panujące w niektórych momentach trwania przeglądu oraz na brak jakichkolwiek komentarzy, niektórzy żałowali, że nie mogą być na pozostałych tegorocznych polskich przeglądach z uwagi na organizację tych wydarzeń w trakcie tygodnia roboczego oraz w tak różnych miejscach w kraju. Mam nadzieję, że następne polskie przeglądy będą coraz lepsze, a Polacy zwrócą większą uwagę na to, jak ważne jest odpowiednie zaprezentowanie swojego konia i... siebie.