Już na kilka tygodni przed planowanym wyjazdem do Holandii byłam podekscytowana całą tą "wyprawą". To w końcu mój pierwszy raz kiedy mogłam na żywo uczestniczyć w Keuringu, o którym tak wiele już czytałam… zobaczyć tyle fryzów na raz!

Wielka wycieczka rozpoczęła się dla mnie już we czwartek rano- musiałam dotrzeć do Damiana przez całą Polskę, nasza ekipa tam się zbierała i wyruszała w trasę. Na wyjazd oprócz Damiana i Marzenki zdecydowały się jeszcze 2 znajome- już posiadaczki fryzów. Po krótkiej drzemce wyruszyliśmy nad ranem w drogę. Wizja nadchodzących wrażeń sprawiła, iż podróż wcale nie wydała się męcząca. Na miejsce dotarliśmy w piątek popołudniu, drogę do budynku gdzie wszystko się odbywało (WTC Expo) odnaleźliśmy bez problemu pomimo braku wskazówek dzięki Damianowi, który miał przyjemność być tam rok wcześniej. Wreszcie zasiedliśmy na trybunach! W piątek głównym wydarzeniem była II runda młodych ogierów. Konie pokazywane były pojedynczo w tzw. klatce- wygrodzonym na arenie placu. Sędziowie oceniali eksterier, następnie ruch luzem.

hk_2008_1.jpg

Fot.1 Druga runda młodych ogierów


Większość ogierów było początkowo nieco zdezorientowane (wszystkie te światła, odgłosy, nieznane miejsce to dla konia duże wyzwanie), ale zwykle po chwili uspokajały się i demonstrowały nierzadko okazały kłus przy aplauzie publiczności. Na koniec robiły rundkę w kłusie z prezenterem.
Chciałabym tutaj nadmienić, iż poza wspaniałymi końmi godni podziwu byli owi prezenterzy. Panowie (zwykle), ubrani na biało, także pokazywali na co ich stać ujarzmiając energię drzemiącą w ogierach i przekształcając ją w pożądany ruch. Dotrzymanie kroku koniom biegnącym wyciągniętym kłusem wymaga kondycji i umiejętności! Prezenterzy zajmują się pokazywaniem koni zawodowo. Technika pokazywania koni fryzyjskich na keuringach jest swojego rodzaju sztuką, temat zamierzam przybliżyć w jednym z artykułów na stronie.
W piątek odbyła się także aukcja młodych ogierów fryzyjskich oraz mnóstwo pokazów- zarówno jazdy wierzchem jak i powożenia. Pięknie wykonane programy ujeżdżeniowe do muzyki (Kur) pokazały jak dobrze konie fryzyjskie sprawdzają się w tej dyscyplinie a emocjonujący pokaz zaprzęgów w wykonaniu min. Jacques Poppera dowodzi o wcale niezłej zwrotności i wytrzymałości koni tej rasy. Ogólnie w piątkowy wieczór nie brakowało rozrywki, każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

 hk_2008_2.jpg

Fot.2 Pokaz zaprzęgów


Po niezbyt długiej nocy w hotelu wstaliśmy rankiem aby zdążyć zająć dogodne miejsce na trybunach. Na sobotnie występy ściąga najwięcej ludzi. Dzień rozpoczął się od III rundy młodych ogierów- ostatecznego wyboru wąskiej grupy koni idącej do zakładu treningowego. Następnie na arenę wyszły ogiery powyżej 13 roku życia, które nie biorą już udziału w Czempionacie.

 hk_2008_3.jpg

Fot.3 Ogiery pow.13 roku życia


Oglądając dorosłe ogiery tuż po młodych wrażenie było ogromne, młodzież odbiega wyglądem pod względem "rozbudowania" i umięśnienia ciała, proporcji. Jest to dobrym potwierdzeniem, iż konie fryzyjskie późno dojrzewają. Wśród ogierów z tej grupy zwróciłam uwagę na wiele koni o budowie ciała odpowiadającej nieco starszemu typowi konia fryzyjskiego o bardziej krępej budowie ciała, krótszych nogach, mocniejszej szyi. Również w tej grupie często owłosienie było bujniejsze.
Następnie pokazywane były kolejno ogiery z grup wiekowych od 12 roku życia do najmłodszych- uznanych w 2007 roku. Przyglądałam się uważnie wszystkim koniom po kolei starając się zwrócić uwagę na ich szczególne cechy oraz wyróżniające je spośród innych. Starałam się ocenić, które sędziowie ocenią najwyżej… nie zawsze się z nimi "zgadzałam". Przyglądając się tak uznałam za mojego faworyta ogiera Haitse, który pod koniec dnia okazał się być czempionem. Mam nadzieję zawsze mieć "tak dobre oko" do koni.

Cały Czempionat był emocjonującym wydarzeniem, publiczność żywo reagowała i większość ludzi dobrze się bawiła. Dla urozmaicenia było również kilka sympatycznych pokazów.

Podsumowując mój pierwszy pobyt na Keuringu w Leuwarden chciałabym polecić taki wyjazd każdemu "fryzomaniakowi"! Jedynym minusem jaki dostrzegłam stanowiły komentarze w języku holenderskim, te bardziej rozbudowane ciężko zrozumieć (jednak jak się dowiedziałam po fakcie niestety całe "show" było tłumaczone na język angielski, trzeba było tylko wykupić sobie zestaw słuchawkowy…)
Mam nadzieję, że za rok będzie więcej chętnych na taką wyprawę!

 

Tekst i zdjęcia: Izabela Grzonka